List 7 Ślub nad Bałtykiem – Alzheimer i demencja – jak pomóc choremu oraz sobie ?

List 7 Ślub nad Bałtykiem

Wiśnie
List 6 Golenie się, czyli dlaczego mamy włosy łonowe?
21 grudnia 2023
Rudy kot
List 8 Trochę o Kostaryce
21 grudnia 2023
Wiśnie
List 6 Golenie się, czyli dlaczego mamy włosy łonowe?
21 grudnia 2023
Rudy kot
List 8 Trochę o Kostaryce
21 grudnia 2023

Drogi Dali,

piszę do Ciebie kolejny list. Pewnie w Meksyku, z dachu, możesz podziwiać teraz zachód słońca, bo tutaj, w moim ogrodzie, wschodzi właśnie słońce.

Dzisiaj obudziłam się w samą porę, aby zobaczyć wspaniałe niebo, zanim się zachmurzyło.

Miałam kiedyś przyjaciela Szkota, który zawsze mi mówił: Niebo jest piękne o każdym wschodzie słońca, nawet w najbardziej pochmurne dni w Wielkiej Brytanii

Podczas pobytu w Wielkiej Brytanii nie budziłam się tak wcześnie (ani w ogóle nie byłam jeszcze przebudzona), aby być tego świadkiem, ale teraz mogę powiedzieć, że tak – to prawda!

Tak czy inaczej, mamy już swoje, duże i piękne truskawki. Ślimaki, i nie tylko one, mają ucztę. Ale o tym napiszę później.

Teraz chciałabym opowiedzieć Ci o niedawnym weselu nad Bałtykiem.

Przede wszystkim ten północny region Polski, który odwiedziliśmy, nazywa się Kaszuby i jest zupełnie inny niż Dolny Śląsk. Zaczyna się od miasta Hel na słynnym półwyspie polskiej riwiery. Kaszubi z dumą umieścili tam tabliczkę z napisem: „Hel – początek Polski”. Jest tam naprawdę pięknie.

William żartował: „Jedziemy do PIEKŁA?!”. A później naprawdę mnie rozśmieszył, mówiąc: „Kościół katolicki okłamywał mnie latami. Cały czas wmawiali mi, że w piekle jest strasznie gorąco, a mi jest tu zimno”. No cóż, to Polska i mamy czerwiec, nie mylić z Cancun nawet w kwietniu. Morze Bałtyckie to nie Karaibskie.

Ceremonia zaślubin rozpoczęła się w piątkowy wieczór wydarzeniem zwanym „tłuczenie szkła”. To tradycja w tym regionie i nie występuje w innych częściach Polski. Ogólna zasada jest taka, że każdy może przyjść do domu panny młodej i stłuc szkło, aby zapewnić pomyślność młodej parze. Na szczęście odwiedzający przynoszą własne butelki i słoiki.

Nie wiadomo, ile osób przyjdzie na tę część zaślubin, więc na wszelki wypadek moja przyjaciółka przygotowała sporo jedzenia. Pomagaliśmy z Williamem w tych przygotowaniach, robiąc koreczki: papryka, kabanosy, ser, grzyby i nasze słynne, tak trudno dostępne w Meksyku, korniszony! William oczywiście nie dotykał kabanosów.

To był miły wieczór. Dużo szkła zostało rozbite przez przyjaciół, rodzinę, kolegów z pracy i mieszkańców pobliskich wiosek. Nagłe pojawienie się orkiestry na żywo było prawdziwą niespodzianką. Impreza zakończyła się około drugiej w nocy i niektórzy z nas (wśród nich William Ignacio) mieli wątpliwą przyjemność zebrać cztery wiadra potłuczonego szkła.

Następnego dnia, w sobotę, odbył się właściwy ślub. Uroczystość miała miejsce w jednym z lokalnych kościołów katolickich. Potem pojechaliśmy do Krokowej, gdzie odbyło się przyjęcie weselne.

Podczas Mistrzostw UEFA Euro 2012, które były rozgrywane w Polsce, hiszpańska drużyna piłkarska nocowała się w tej miejscowości, a Shakira, która była dziewczyną Gerarda Pique (piszę, prawie jakbym wiedziała, o kim mówię) jadła w tej samej restauracji. Nikt nie mówił, że Shakira też tam tańczyła, więc powiem, że do tej pory to ja jestem oficjalną królową tańca w Kasztanowym Gościńcu. Oczywiście żartuję.

Zespół na żywo grał wszystkie polskie weselne przeboje, ale nie tylko po polsku. Ku największemu zdziwieniu Williama, nagle w trakcie imprezy usłyszał hiszpańską La Bamba. „Zaśpiewane jak przez Latynosa” – słowa Williama. Jestem tak przyzwyczajona do słuchania tutaj tej piosenki, że nawet bym jej nie zauważyła, ale William był całkowicie zdumiony. Powiedział mi, że w Ameryce Środkowej nie zdarza się, żeby na weselach grano polskie piosenki.

Może to i lepiej, że nasza weselna muzyka nie jest tam popularna. Jest taka piosenka Windą do nieba. To najsmutniejsza piosenka wszech czasów. Dziewczyna wychodzi za mąż i pisze list do innego mężczyzny, w którym mówi mu, że nie kocha swojego przyszłego męża. Grają to na większości wesel. Nigdy nie mogłam zrozumieć DLACZEGO?

Na pewno podczas mojego ślubu ta piosenka będzie zabroniona.

Tak czy inaczej, William zaczyna przerażająco dobrze mówić po polsku! Absolutnie wszyscy byli zaskoczeni. Potrafi się już naprawdę komunikować. Poza tym chyba jako jedyny jak dotąd pojawił się na weselu z notatnikiem i słownikiem.

Myślę, że innym gościom siedzącym z nami przy stole, na początku prawdopodobnie wydaliśmy się: nietypowi?, antyspołeczni?, może denerwujący? Nie tyle ze względu na słownik czy odmowę wypicia wódki, nie zdjęłam też bolero, więc jeszcze nie ze względu na owłosioną pachę, ile ze względu na nasz sposób odżywiania.

Ja, nadal przestrzegałam ramadanu, więc nie jadłam i nie piłam absolutnie nic aż do zachodu słońca (czyli do dwudziestej pierwszej). William zjadał wszystkie dekoracje z zieleniny i kiełków, odpychał mięso i wąchał absolutnie wszystko na wypadek, gdyby zawierało ślady masła.

Na początku, po spojrzeniach naszych towarzyszy przy stole, było widać niedowierzanie przemieszane z podejrzliwością i zaskoczeniem. Jednak po rozmowie okazało się, że wszyscy możemy być dobrymi przyjaciółmi!

To była wspaniała noc! Tyle pięknych chwil. Tańczyłam z mężczyznami i kobietami, aby dzielić się radością życia i zdrowia. Wspaniale było tańczyć z córeczką mojej przyjaciółki, której zaufanie musiałam odzyskać po tym, jak nie widziała mnie od dwóch lat.

Ale najbardziej inspirujący moment miał miejsce o świcie.

Zespół zaczął grać Kiedy ranne wstają zorze, (moja ulubiona wersja jest TU) to jest poranna piosenka. Opowiada o tym, że gdy tylko wstanie świt, morze, ziemia i wszystkie żywioły wychwalają Boga. Podobnie czyni Człowiek, który otrzymał niezliczone błogosławieństwa boże. 

Nigdy dotąd nie byłam na weselu, na którym grano tę piosenkę, i to jeszcze dokładnie o świcie. Nie potrafię opisać, jak wspaniale było być tego świadkiem.

Moim marzeniem jest, aby każde wesele kończyło się o świcie pieśnią chwały Boga. A zaczynało od posadzenia drzewa. Wyobraź sobie, że zamiast dawać nowożeńcom cięte kwiaty, goście sadziliby drzewa. Nie ma znaczenia gdzie. Jeśli para nie miałaby własnej działki, drzewa można by sadzić gdzieś przy drodze. Nowożeńcy mogliby odwiedzać to drzewko co roku w rocznicę ślubu i patrzeć, jak rośnie. Czyż nie byłoby pięknie?

Skończyłam czytać całą serię książek o Anastazji ”Dzwoniące Cedry Rosji” i pomysł sadzenia drzew podczas wesel jest jedną z jej inspiracji.

À propos posadzenia drzewa w doniczce dopóki nie będziesz mieć własnej ziemi – czy już to zrobiłeś?

Właściwie jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiłam w tym roku w Polsce, było posadzenie choinki. Jest wyjątkowa. Następnym razem opowiem Ci związaną z nią historię.

Ciąg dalszy nastąpi.

Malwina – Aisha

Polska, czerwiec 2017

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *